środa, 10 maja 2017

Sowie Opowieści #38 Magdalena Makarowska - Dieta bikini



Każda z nas, kiedy zbliża się sezon wiosenno-letni, zaczyna myśleć o diecie. Fakt, jest to trochę późno, ale mamy w zwyczaju odkładanie spraw na ostatnią chwilę. Robi się ciepło, słonecznie, Aż chce się spacerować i jeść lżej. Pojawia się coraz więcej warzyw oraz owoców, a organizm aż krzyczy – zacznijmy odżywiać się zdrowiej! Ze mną właśnie tak jest. Zaczynają marzyć mi się pyszne soki, kolorowe sałatki
i inne ciekawe potrawy. Chcę zrzucić zbędną odzież, cieszyć się ciepełkiem. I tu pojawia się problem, kiedy ma się zbędne kilogramy. Nie zawsze można poczuć taką wolność, bo tu czegoś za dużo, a tam coś odstaje. Człowiek by odsłonił coś więcej, ale jednak nie przy większych kilogramach. Nie zrozumcie mnie źle, trzeba siebie kochać takim, jak się jest. Jednak zawsze w głowie zapala się lampa – parę kilo mniej
i człowiek poczułby się swobodniej.

W takich momentach przychodzą na pomoc wszelakie filmiki fitness, siłownie (płatne i te na powietrzu), blogi kulinarne z ciekawymi propozycjami oraz książki. I tych ostatnich będę dzisiaj pisać, a konkretnie
o jednej przedstawicielce. Na rynku pojawiła się nowa książka Magdaleny Makarowkiej „Dieta bikini. Fresh, fast, fit”.

Każdy człowiek charakteryzuje się inną figurą i budową ciała. Jedne z nas mają rozbudowane biodra, inne biusty, jeszcze inne są szerokie w barkach lub maja piękne talie, o czym niektóre dziewczyny mogą tylko pomarzyć. Są też w świecie przypadki ludzi bardzo szczupłych "z natury". Mimo, ze dużo jedzą, po prostu są chudzi.




Fabuła

Czas na pozbycie się tkanki tłuszczowej w łatwy i przyjemny sposób. Koniec z obszernymi ciuchami oraz ukrywaniem się na plaży za wielkim pareo. Magdalena Makarowska prezentuje sposób na pozbycie się zbędnych kilogramów, bez głodówki. Nie samą sałatą człowiek żyje. Można jeść smacznie i zdrowo. Poradnik przeznaczony jest głównie dla nastolatek, jednak starsze dziewczyny też znajdą coś dla siebie. Jeśli nadwaga ściga Cię od dziecka, zima przyniosła zbędną wagę, nie masz czasu na gotowanie, a chcesz jeść zdrowo oraz dobrze – ta książka jest właśnie dla Ciebie. Szereg ciekawych porad oraz prostych przepisów, pomoże w łatwy i przyjemny sposób osiągnąć sylwetkę o jakiej marzysz.


Moim zdaniem

Jestem osobą, która dość sceptycznie podchodzi do kolejnych diet. Przerobiłam ich wiele w swoim życiu. Dukan, nie Dukan... Każda z nich była dobra, kiedy trwała. Problem pojawia się po niej, kiedy nie ma się nad głową reżimu,
a dużo rzeczy kusi. Często,autorzy diet, nie dają wskazówki co robić po niej. Dlatego z obawą i dużą dozą nadziei sięgnęłam po pozycję Magdaleny Makarowskiej. Książka jest ciekawa, ale nie obyło się bez wad.

Zacznijmy od początku. Okładka przyciąga wzrok. Wesoła truskawka, która wybiera się na plażę. Front przedstawiony jest w radosnych barwach, okraszony stylem komiksowym.
I taka jest też cała książka. Podzielona kolorami na konkretne sekcje np. rozpisany plan żywieniowy ma końcówki kartek turkusowe. W środku nie obyło się bez ciekawych animacji, które wywołują uśmiech na twarzy. Moimi ulubieńcami są pieczarki z twarzami. Zakazane produkty, a co za tym idzie szkodliwe, oznaczone są trupią czaszką. Tak, tak, tego nie można dotyka. Najlepiej też na te produkty nie patrzeć. Styl od razu daje do zrozumienia, że główna grupą docelową są nastolatki. Dobrze, że cały czas czuję się młoda duchem.




Przewodnik zaczyna się od listu do rodziców, który w moim odczuciu jest trochę zbędny. Wiem, że jest tam dużo dobrych rad, jednak działa demotywująco dla nastolatka. Przecież to młoda osoba powinna,
w głównej mierze, skupić się na odchudzaniu oraz dbaniu o swoje posiłki. Miał to być sposób na przekonanie rodziców do wsparcia pociechy. Rozumiem przesłanie, jednak chyba nie najlepszym miejscem jest sam początek książki. W końcu to nastolatek ma pierwszy sięgnąć po książkę.

Następnie autorka przedstawiła zasady oraz schemat 3F oraz to, czego brakuje w wielu książkach o diecie. Życie „Po diecie”. 10 rad jak nie zmarnować włożonego wysiłku
i cieszyć się brakiem kilogramów na zawsze. Może nawet zrzucić więcej. Nareszcie konkretne rady, jak pomóc sobie po diecie. Trwa ona 6 tygodni, a potem coś trzeba robić. Najlepiej kiedy ktoś wskaże jakieś reguły. Nie są może zbyt odkrywcze, ale przedstawione w tej formie, zostają w głowie.

Ale może jeszcze, na szybko, powiem Wam co znaczy magiczny skrót 3F?
Fresh – czyli świeże. Menu oparte jest na sezonowych
i świeżych produktach, które gotuje się szybko. Dzięki takiemu zabiegowi są smaczne, lekkostrawne oraz nietuczące. Nie mają zbędnej chemii, ani żadnych wspomagaczy.
Fast – czyli szybkie. Zakupy można zrobić bardzo sprawnie, ponieważ produkty są łatwo dostępne. Do tego każdy posiłek jest tak skomponowany żeby nie spędzać wielu godzin w kuchni.
Fit - czyli aktywność fizyczna. Proste ćwiczenia, które przyspieszą spalanie tkanki tłuszczowej, a potem pomogą utrzymać osiągnięte efekty. Dodatkowo wywołują uśmiech.

W moim przypadku najgorszym problem mogą sprawić ćwiczenia. Nie mam zbyt wiele czasu, środków i dostępu, ale... dość marudzenia! Może się coś znajdzie. Szczególnie, że cały program ma na celu pozbycie się toksyn, odżywienie organizmu, przyspieszenie spalania oraz niespotkanie się nigdy z efektem jo-jo. Chyba nikt nie lubi tego ostatniego.





Kolejny rozdziałem jest „Przewodnik po prawidłowych zakupach”. Uważam, że to jest bardzo fajna metoda na codzienne zakupy. Autorka, w prosty sposób, zebrała najważniejsze wytyczne zakupowe. Mówi czego unikać, żeby znaleźć perełki żywieniowe. I znowu się powtórzę, rady nie są zbyt odkrywcze. Myślę, że większość ludzi o nich wie, jednak zapisane w jednym miejscu powoduje, że łatwo jest je zapamiętać
i przypominać podczas zakupów.  

I przechodzimy do rozpiski diety. Całość podzielona jest na 6 tygodni. W każdym z nich, przepisów na cały dzień, są cztery. Dni pogrupowane są po 2, tylko niedziela jest samotnikiem. Tutaj można zauważyć zaletę i zgrzyt jednocześnie. Gotujemy raz na dwa dni, co daje nam większą swobodę, niż codzienne wiszenie nad garami. Taki zabieg może być minusem, kiedy nie lubimy jeść tego samego dwa dni pod rząd, ale coś za coś. Nikt nie mówił, że nie obędzie się bez wyrzeczeń. Zauważyłam jeszcze jedną wadę. Niektórych potraw, nie da rady przygotować na dwa dni, np. jajecznicy. Fakt, autorka przy niektórych z nich zaznacza, że to trzeba zrobić codziennie, ale nie przy wszystkich. Jajecznica
z lodówki – nie, dziękuję.

Tydzień zakończony jest listą zakupów, która zawiera spis składników potrzebnych na ten czas. I tu pojawia się kolejny zgrzyt. Ja wiem, że autorka chciała konkretnie podać ilości, ale nie wyobrażam sobie do sklepu iść i kupić dwa jajka albo 50 g kaszy. Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłby spis produktów, które powtarzają się w każdym tygodniu oraz poświęcić dla nich trochę miejsca. Ładnie to spisać i zrobić jedną listę na produkty, które się nie zepsują. Można zrobić jedne, porządne zakupy, a co tydzień dokupywać uzupełniające składniki. Sądzę, że taki zabieg byłby lepszy. Teraz muszę usiąść z kartką oraz długopisem. Pozliczam ile np. kaszy potrzebuje na 6 tygodni. Wole kupić ją raz. Nawet nie wiem czy sprzedają tak małe ilości, jak są przypisane na tydzień. Poza tymi minusami, odnoszę wrażenie, że cały jadłospis jest odpowiednio zbilansowany. Przepisy są kolorowe oraz ciekawe. Proste, takie które zapewne wielu z nas robiło w domu. Co je wyróżnia? Odpowiednie ułożenie w planie żywienia. Zdjęcia zdecydowanie zachęcają do spróbowania.

Dodaj napis
Autorka, na drugie śniadania i podwieczorki, proponuje wszelakie soki, toniki, czy smoothie. Uważam, że jest to fajny zabieg. Te posiłki nie mogą być przeładowane kaloriami, a dawać lekką sytość. Tak, wodą
z dodatkami też może się zapełnić.

Na końcu znajduje się ciekawy dodatek. Mianowicie, autora przedstawiła przepisy na stabilizację wagi. Kolejny raz pokazuje co robić po całej kuracji. Znajdują się też tam przepisy na chleb czy pastę, którą wykorzystuje się w ciągu 6 tygodni. Nie zabrakło miejsca na lekkie przekąski.

Podsumowując, jestem na tak, ale z lekkim zgrzytem. Uważam, że autorka w bardzo fajnej formie przedstawiła swój pomysł na zdrowe odżywianie. Nie zapomniała również o wegetarianach i weganach.
W przepisach informuje czym powyższe grupy powinny zamienić poszczególne składniki. Skupia się na produktach naturalnych oraz pozbyciu się przetworzonej żywności. Całość jest napisana przystępnym, prostym językiem. Wręcz zachęca do zapoznania się z jej radami. Przepisy są łatwe oraz ciekawe. Większość rzeczy, przedstawionych w książce, nie jest nowatorska, ale autorka zdecydowanie je pogrupowała i sklasyfikowała. Dzięki temu wyszedł fajny poradnik, który przypadnie do gustu nie tylko nastolatkom. Myślę, że zastosuje się do jej rad, ponieważ mnie przekonała. A na pewno wykorzystam ciekawe przepisy. Nabrałam ochotę na inne dzieła autorki. To, że jest dietetykiem, dodatkowo mnie przekonuje.





Moja ocena: 4/6


A czy inne sowixy są już gotowe na ciepełko? O ile w ogóle do nas przyjdzie. Może czas przerzucić się na jakieś lekkie i świeże posiłki? Dołączcie do mnie.

Za książkę dziękuję Monice oraz wydawnictwu Feeria Young.


Czytaj dalej »

Sowie Opowieści #37 Suzanne Young - Dzikie serca



Młodość rządzi się swoimi prawami. Można się wyszaleć, być nieodpowiedzialnym i nie martwić się co będzie jutro. Ach, co to były za czasy gdy było się pięknym i młodym. Człowiek miał tyle pomysłów na siebie, a uciekający czas nie miał znaczenia. Życie od weekendu do weekendu, wspólne wyjścia po szkole na drożdżówki lub inne rarytasy. Bardzo dobrze wspominam swoje nastoletnie lata. Był to czas wielu pierwszych razów. Randek, poważnych zakupów, próby alkoholu czy całonocnych imprez. Tak powinno być u każdego, ale nie zawsze jest. Idealnym przykładem jest książka Suzanne Young „Dzikie serca”. Autorka pokazała jak może wyglądać młodzieńcze życie, kiedy poważne problemy są co krok, a odpowiedzialność decyduje o przyszłości.

Marzę, żeby Kathy odwiozła Evana do domu i żebym mogła go uściskać. On wymaga ode mnie wielkiej odpowiedzialności, ale jest mój. Bez niego jestem pusta.



Fabuła

Życie Savannah nie jest usłane różami. Jej największe problemy zaczęły, gdy przebiła ołówkiem dłoń swojego byłego chłopaka Patricka. Oczywiście została tą najgorszą, a nikt nie bierze pod uwagę faktu, że naśmiewał się jej z jej upośledzonego brata. Przez swój występek trafia do Brooks Academy, szkoły dla trudnej młodzieży. Podobno jej brak kontroli nad gniewem sprawia, że jest niebezpieczna dla otoczenia.

Na domiar złego dziewczyna sama opiekuje się młodszym bratem. Jej matka zniknęła, a ojciec woli regularnie zaglądać do kieliszka, niż opiekować się swoimi dziećmi. Ciotka Kathy chce przejąć opiekę nad chłopcem. Uważa, że Savannah się do tego nie nadaje. Dziewczyna robi wszystko, aby tak się nie stało.

Nagle w jej życiu i szkole pojawia się Cameron, który jest niebezpieczny. Dlaczego? Ponieważ można się w nim zakochać, a główna bohaterka nie może sobie na to pozwolić. Do tego Patrick nadal wokół niej się kręci. Czy Savannah wygra walkę o brata? Czy ujarzmi swoje dzikie serce i się nie zakocha? I czy Patrick da jej nareszcie spokój?


Moim zdaniem


Kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Od pierwszego zdania, aż po ostatnie. Jakiś czasem temu zaczytywałam się w książkach
z serii „Program”. Nie mogłam sobie odpuścić najnowszego dzieła autorki. Szczególnie, że podjęła się innych wątków. Muszę przyznać, że jej styl jest jeszcze lepszy niż w poprzednich dziełach. Sama nie wiem jak to jest możliwe. Tekst się dosłownie wssysa oczami. I naprawdę nie żartuję. Od kiedy otworzyłam okładkę, nie mogłam jej wypuścić z rąk.

Savannah, to bohaterka z krwi i kości, która musi radzić sobie
z niemałymi kłopotami. Młodszy brat , którego kocha ponad wszystko, jest trudnym przypadkiem. Napady złości
i nadpobudliwość są u niego na porządku dziennym. Do tego jest kochany, słodki, a główna bohaterka nie wyobraża sobie życia bez niego. Kiedy pojawia się wizja, że mogą jej go odebrać, zrobi wszystko, aby się tak nie stało. Jednocześnie zatraca przy tym swoje nastoletnie życie. Przyjaciele, Retha i Travis, starają się jej pomóc jak mogą. Kolejnym problemem jest Patrick, który nie chce zostawić dziewczynę w spokoju oraz domaga się przeprosin.
I nagle w jej życiu pojawia się Cameron. Jest z zupełnie innego świata. Takiego, który ogląda się tylko na okładkach kolorowych gazet. Rodzące się między nimi uczucie jest magnetyczne, wciągające. Dosłownie kropka nad i całej książki. Autorka zgrabnie wplotła początek romansu między ważniejsze wątki. Chwała jej za to. Nie jest to kolejna książka, która skupia się tylko na uczuciu dwojga bohaterów. Wszystko jest wyważone
i odpowiednio dopasowane. 



Stoimy tak o chwilę za długo, żadne z nas się nie rusza. Cameron na pewno czuje, ze serce mi wali, albo przynajmniej dostrzega, że rwie mi się oddech. 





Bohaterowie pierwszoplanowi są bardzo dobrze wykreowani. Poznajemy uczucia głównej bohaterki oraz to jak postrzega świat. Nie jest głupiutka nastolatką, która zastanawia się gdzie pójść na kolejną imprezkę czy w co się ubrać. Młoda dorosła zajmująca się domem. Dlatego Cameron jej tak wadzi. Poukładane życie nagle może się rozpaść. Denerwuje mnie w jej charakterze jedno, że cały czas mówi: nie zrobię, nie zrobię, a i tak to robi. Głównie
w przypadku Camerona. Można zrzucić to na karb nastoletnich hormonów. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Jakby autorka chciała pokazać, że Savannah zajmuje się poważnymi sprawami, ale w środku nadal popełnia nastoletnie błędy. Nie takie duże jak inni młodzi, ale zawsze.

Cameron to istny cukiereczek całej książki. Trochę niebezpieczny oraz tajemniczy. W swoim wnętrzu skrywa uczuciowego gościa, który ma dużo, ale lubi się tym dzielić. On tak samo, jak główna bohaterka, popełnił w życiu błąd, za który musi wziąć teraz odpowiedzialność. Autorka w bardzo subtelny sposób ukazała jaki tak naprawdę jest. Jego charakter ukazuje się czytelnikowi stopniowo podczas czytania. Jak dla mnie jest to typ wymarzonego chłopaka. 

Na uwagę zasługują także postacie drugoplanowe. Retha to totalna buntowniczka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Walczy
o swoje z mocą zawodnika MMA. Jest zazdrosna i zadziorna, a dla przyjaciółki oraz chłopaka zrobi wszystko. Przyjaciółka idealna, która nigdy nie zostawi w potrzebie. Travis jest bardziej spokojnym typem. Dlatego z Rethą się fajnie uzupełniają. Oddany, przyjacielski, ale tylko dla tych najbliższych. Mimo trudnego dzieciństwa, walczy o lepsze jutro. Savannah nie mogłabym sobie wyobrazić lepszych przyjaciół. Patrick to typ, którego się nielubi od pierwszego momentu. Arogancki, zapatrzony w siebie buc. Myśli, że wszystko mu się należy. Był z główną bohaterką, ale w ogóle nie zwracał uwagi na jej problemy. Liczy się tylko on i to jemu powinna poświęcać czas. Straszny z niego dziad.



Cameron nie jest rozluźniony i uśmiechnięty. Oczy ma zmrużone, a usta wygina mu grymas. Przysuwam się odrobinę bliżej, zafascynowana jego złością.






I trochę jeszcze o fabule. Przeważnie lubię, kiedy akcja rozwija się miarowo, ale ma dość dobre tempo. Tutaj nie ma miejsca na wielkie zwroty akcji, a mimo to książka plasuje się wysoko. Przede wszystkim przez swój klimat. Trochę mroczny, gnuśny, dobijający, ale z tą cudowną iskierka nadziei, że może wszystko będzie dobrze. Ten rodzaj, kiedy człowiek liczy na sukces w swoim życiu. Ta niepewność oraz jednoczesna lekka radość. Dosłownie taka jest cała książka. Właśnie przez to nie można się oderwać. Dochodzą dobrze wykreowane postacie i ciekawa historia – książka idealna. Uważam, że w swoim gatunku, to jeden z lepszych reprezentantów.  

Polecam tak bardzo mocno, że aż tupię nogami z przejęcia. Autorka pokazała siłę miłości, ale nie tylko tą romantyczną. Dała wielkie pole dla tej działającej między rodzeństwem. Nakreśliła ją w cudowny sposób. Dużo jest tutaj też odniesień do słowa poświęcenie. Ile młody człowiek jest zdolny porzucić, aby druga osoba była szczęśliwa. Czego można się wyrzec dla większego dobra. Mimo, że wątek nie jest oryginalny w ogólnym rozumieniu, to patrząc szczegółowo już tak. Połączenie, wszystkich najważniejszych wątków, sprawia że pomysł jest nowatorski. Swoisty powiew świeżości. Gwarantuje, że książka jest warta poświęcenia dla niej czasu. Nie będzie on stracony, a wręcz odwrotnie. Przyniesie wiele nauki i otworzy oczy na kwestie, które w pośpiechu dnia codziennego pomijamy.







Moja ocena: 6/6

A Wy znacie już coś z twórczości Suzanne Young? Mam nadzieję, że recenzja Was przekonała, żeby dać szansę „Dzikim sercom”. High wing sowixy :D

Za książkę dziękuję Monice oraz wydawnictwu Feeria Young.


Czytaj dalej »

środa, 15 marca 2017

Sowie Opowieści #36 Siobhan Vivian - Fatalna lista

Każdy ma w swoim życiu taki moment, kiedy decyduje się na poważną zmianę.












Czytaj dalej »

wtorek, 28 lutego 2017

Sowie Opowieści #35 Michelle Falkoff - "Pod presją"




Bycie coraz lepszym, zdolniejszym, szybszym, idealnym – do tego dąży każdy z nas. Chęć osiągania coraz więcej
w życiu jest dobrym objawem, póki nie przysłoni rozsądnego myślenia. W dzisiejszych czasach „wyścig szczurów” jest wszechobecny i dosięga coraz więcej aspektów życia. Co stało się ze spokojem oraz harmonią? Czy naprawdę trzeba wypruwać sobie flaki, żeby być z siebie zadowolonym? Brakuje mi w życiu tego, że wszystko miałam pod kontrolą. Ten, kto twierdzi, że na wszystko znajdzie się czas – jest w błędzie albo nigdy nie musiał zmagać się z prawdziwymi problemami. Każdy z nas je ma lub miał, ale nie wszyscy tak duże, że nie potrafili sobie z nimi poradzić. Kara, główna bohaterka „Pod presją”, zmaga się z koszmarem swojego życia. Gdy znajduje rozwiązanie idealne, coś idzie nie tak. Czyżby nie było złotego środka?


Słuchając jej, oddychałam głęboko. Cieszyłam się, że zna mnie tak dobrze i wie, że najlepszym sposobem, bym się uspokoiła, jest logiczna rozmowa - gdyby była tylko miła i urocza, nigdy nie przestałabym płakać. 



Fabuła

SAT – jeden z najważniejszych testów dla uczniów szkół średnich w Stanach Zjednoczonych. Podstawa przyjmowania na wiele uczelni wyższych. Kara jest prymuską od zawsze. Ciągle goni w stronę perfekcji. Nie wyobraża sobie, że może nie studiować. Harvard to jej marzenie. Na przeszkodzie może stać jeden ważny powód – strach. Dziewczyna panicznie boi się zdawać testu. Nie potrafi poradzić sobie z ogarniającą ją paniką. Na ratunek przychodzi rozwiązanie ratujące jej przyszłość. Tylko czy na pewno? Sprawa jest nielegalna, a główna bohaterka zostaje na tym przyłapana. Perfekcyjna Kara będzie musiała poradzić z nowym światem. Pełnym kombinowania, pogróżek, nowych znajomych
i może miłości? Otworzą się przed nią nowe możliwości oraz konieczność podejmowania trudnych decyzji. Czy Kara poradzi sobie w tej sytuacji? Czy wyluzuje i postara się żyć pełną piersią?


Moim zdaniem

Temat stary oraz często wykorzystywany : perfekcja. Wiem, że wiele osób za nią goni. Nie jestem jedną z nich. Może wydawać się to dziwne i niezrozumiałe, ale taka jest prawda. Wystarczy mi normalne życie, bez zbędnego przepychu, tak żeby można było normalnie żyć. Oczywiście nie mówię tutaj o rozwoju osobistym. Temu zawsze jestem przychylna, jednak nie jestem typem: po trupach do celu. Kiedy widzę osoby, które za wszelką cenę, gnojąc innych, próbują się wybić – robi mi się przykro. Nie powinno być tak, że każdy dba o swoje dobro? Po co zaglądać komuś innemu do „ogródka”? Nigdy tego nie zrozumiałam, chyba już tak zostanie.

Kara jest typem najlepszej z najlepszych. Zawsze narzuca sobie coraz więcej zajęć. Obowiązki są po to żeby się mnożyły. Taka presja potrafi człowieka wykończyć. Nie wyobrażam sobie żyć pod ciągłym nadzorem własnej głowy. Słyszenie myśli: Pamiętaj, jesteś naj. Nikt nie może Cię pokonać. Możesz więcej, mocniej, częściej. Jak można żyć z takimi myślami? Czy tak się w ogóle da? Dzięki Michelle Falkoff wiem, że można, ale wszystko ma swoją cenę. Główna bohaterka chodzi ciągle zestresowana. Każdy aspekt życia chce mieć pod kontrolą. Kiedy jej coś umyka, pojawia się panika oraz uczucie bezradności. Postrzeganie jej osoby przez rówieśników, również nie pomaga w problemie. Perfekcyjna Kara, taki przydomek otrzymała już dawno temu. Ciągła presja rodziców potęguję sytuacji. Dziewczyna czuje, że kiedy tylko coś pójdzie nie tak, to ich zawiedzie. Opracowali dla niej cały plan przyszłości: gdzie pójdzie na studia, co będzie po nich robić, jaka będzie jej przyszłość. Cały nacisk nie pomaga na stan psychiczny bohaterki. Nawet w domu musi być ciągle najlepsza. Ciągła presja, brak możliwości „spuszczenia pary” - to nie może skończyć się dobrze. Po kolejnym ataku paniki Kara wie, że musi sięgnąć po inne metody niż dotychczas. Decyduje się na nielegalny narkotyk, który ma ją uspokoić. Podczas zakupu ktoś dziewczynie robi zdjęcie co wywołuje spirale szantażu.

W książce czytelnik spotyka się z szerokim gronem różnych osobistości. Każdy z bohaterów ma swoją tajemnice. Różnica charakterów sprawia, że w książce dzieje się dużo. Główna bohaterka, mimo swoich wad, jest bardzo silna i stara się na każdy możliwy sposób sobie radzić z problemami. Nie każda decyzja Kary jest racjonalna, ale właśnie tak działają nastolatki. Posuwa się do dość drastycznego kroku, który wpływa na jej dalsze życie. Podczas czytania można zobaczyć jak bardzo się zmienia się na lepsze. Poznaje siebie od nowo oraz odkrywa siłę, o którą by się nie podejrzewała. Autorka ukazuje krok po kroku każdą jej zmianę.

"To nie może dziać się naprawdę", myślałam. Znów spojrzałam na zdjęcie i spróbowałam skupić myśli. Na pewno to efekt uboczny działania tabletek. Może jest coś, o czym nie wspomniała Alex, na przykład halucynacje paranoidalne. 


Nowi przyjaciele są dla niej ostoją, przez cały czas czuje ich wsparcie. Alex jest zakręconą dziewczyną, która wie czego chce. W krótkim czasie zdobywa sympatię czytelnika. Raj jest wyluzowanym chłopakiem skrywającym swoje prawdziwe oblicze. Jego zmiana jest subtelniejsza niż Kary, ale powoduje że pałam do niego dużą sympatią. Od każdej postaci bije inna cecha, która jest godna naśladowania. Nie ma mowy o powtarzalności. Wydawać by się mogło, że całość będzie pokręcona i zagmatwana. Takie myślenie jest błędne, ponieważ wszystkie aspekty są dopracowany, a całość jest spójna.

Autorka poruszyła problem „na czasie”. Kiedy dopalacze
i narkotyki są bardzo szeroko dostępne, pokazała ich każdą stronę. Co rusz słyszy się, że jeden syrop pomoże na koncentrację, a inna tabletka przyspiesza przyswajanie wiedzy. Są różne odmiany: te legalne, szeroko reklamowane oraz te bardziej „z podziemia”. Nawet ja znam parę osób, które w czasach licealnych brały psychotropy, ponieważ nie potrafili poradzić sobie z oddziałująca na nich rzeczywistością. Wszystko jest dla ludzi, ale powinno być przepisywane przez specjalistów oraz pod obserwacją. Nielegalne narkotyki to wielkie ryzyko. Mogą przynieść odwrotny skutek do upragnionego przez człowieka. Młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy z ryzyka. Tylko ten jeden raz, przecież na pewno nic mi się nie stanie. Nie każdy jednak potrafi poprzestać na jednorazowym wybryku.

Michelle Falkoff stworzyła dzieło trafiające w sedno. Nie ma tutaj obrzydliwych czy też odpychających scen. Jest to książka szokująca wydarzeniami. Autorka w prosty sposób przekazała swoją wizję, która jest prawdziwa oraz dająca do myślenia. Po opisie sądziłam, że będzie to książka pokazująca szkodliwe działanie substancji odurzających, jednak się myliłam. Treść skupia się w głównej mierze na nastoletnich problemach oraz problemie szantażu. Jak jedna decyzja może wpłynąć na dalsze życie. Spirala kłamstw i niedopowiedzeń nigdy nie znika, a wręcz rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Główna bohaterka oraz jej przyjaciele muszą poradzić sobie z szantażystą. Odkryć kim jest i położyć zastraszaniu kres. Po drodze wychodzi, że każdy
z nich ma coś do ukrycia oraz stracenia. Czasem najbliższa osoba może zranić najmocniej.





Dawno nie przeczytałam książki tak szybko. Fabuła wciąga, a ja nawet na moment nie oderwałam się i już kończyłam ostatnią stronę. Nie zgadłam kto pogrywa z bohaterami, dzięki czemu czytanie było jeszcze przyjemniejsze. Kto to jest, dlaczego to robi? Szybciej, szybciej, muszę wiedzieć! Styl pisania autorki jest spójny. Pozwala na całkowite „wgryzienie” się w historię. Autorka przedstawia nastoletnie dramaty z lekkością i precyzją. Akcentuje fabułę wtedy kiedy trzeba. Uwypukla znaczenie przyjaźni oraz jak bliskie osoby pomagają przebrnąć przez gorszy czas. Pokazuje co dzieje się z człowiekiem, który postanawia wszystko trzymać dla siebie. Jak przyjaźnie, aż po grób mogą się rozpaść z powodu wstydliwego sekretu. Najlepiej pokazać to na podstawie młodzieżowego środowiska.


Podsumowując: polecam! Nie tylko młodym, ale także tym starszym, którzy na pewno wyciągną coś dla siebie. Pojęcie zaufania jest ważne w każdym wieku. Autorka uczy i pokazuje jak stać się lepszą wersją siebie. Strach ma wielkie oczy, a czasem proste rozwiązania są najlepsze. Uważam, że każdy powinien sięgnąć po „Pod presją”, ponieważ jest to pouczająca oraz prawdziwa książka. Z całego serducha polecam!







Moja ocena: 5/6


Sowixy, musicie przeczytać "Pod presją". Dla skrzydlatych jest to lektura obowiązkowa.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Feeria Young.

Czytaj dalej »

środa, 25 stycznia 2017

Sowie opowieści #34 Louise O'Neill - Sama się prosiła


Każda historia ma swój początek i koniec... Tak zawsze myślałam, lecz Louise O'Neill otworzyła mi oczy i popukała palcem w czoło. „Sama się prosiła” porusza bardzo ciężką tematykę, ale spotykaną w dzisiejszych czasach. Muszę przyznać, że historia wstrząsnęła mną oraz nie pozwoliła zapomnieć o sobie przez wiele dni. Nie wiem czy kiedykolwiek o nie zapomnę. Najważniejszym pytaniem jest: Czy ja na pewno chcę zapomnieć? Nie. Dlaczego? Zaraz się wszystko wyjaśni. Zapraszam na recenzję kolejnej, poruszającej książki ze stajni Feeria Young. „Sama się prosiła” aż krzyczy o czytelniczą uwagę.

Zrywając się z krzesła, zrzucam na podłogę piórnik Josephine. Udaję, ze nie słyszę, jak piszczy oburzona. Sama może go podnieść, głupia suka.


Fabuła

Emma O'Donovan jest piękna, bystra, popularna i większość dziewczyn chce być jak ona. Jedna królowa, która ma pomocnice na każde zawołanie. Całość uzupełnia wielkie grono przyjaciół. Przed Państwem życie jak z bajki. Do czasu. Po jednej z imprez, rodzice Emmy znajdują ją na ganku domu. Dziewczyna jest poturbowana, poparzona, brudna i nic nie pamięta. Nikt nie odpisuje na smsy, ani nie odbiera telefonu. Emma nie wie co się dzieje. Prawda uderza niespodziewanie. Dziewczyna odkrywa w Internecie zdjęcia z zapomnianego wieczoru. Fotografie umieszczone na specjalnie utworzonej grupie na Facebooku. Nikt nie powinien ich widzieć. Są okropne, upokarzające, obnażające i zmieniają życie głównej bohaterki w piekło. Jak Emma poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy będzie umiała się podnieść po takim upokorzeniu?




Moim zdaniem

Wstrząsająca historia, która poruszyła moim światem oraz nerwami. Dawno się tak nie frustrowałam przy książce. I nie dlatego, że jest zła. Wręcz przeciwnie, kocham ją. Problem jest z czynnikiem ludzkim opisanym na stronach. Jakby zebrać największe, nastoletnie gnidy ze świata rzeczywistego i upchnąć je między literami. Niby się nie da, ale Louise O'Neill dokonała tego cudu.

Autorka stworzyła kreację głównej bohaterki, w sposób tak niezwykły, że nie wiem jak do końca to sklasyfikować. Nie jest osobą, którą się z marszu lubi. Ma swoje wzloty i upadki, ale jej historia jest do cna prawdziwa. Zdecydowanie to osoba, przy której nie da się przejść obojętnie. Autorka bardzo dobrze pokazała świat młodzieży. Mroczną odsłonę, która potrafi zszokować i jednocześnie zadziwić. Niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie: tak jest naprawdę? Nie ma tu przesłodzonych schematów
o pierwszej miłości. Realizm uderza na każdym kroku. Reszta bohaterów stworzona jest idealnie. Każdy detal jest istotny. Książka skupia się na sytuacji Emmy, ale reszta postaci nie jest pomijana. Ich losy i zachowania tworzą spójną całość.

Książka, niejednokrotnie, daje powody do zadumy. Autorka sięga po najcięższe tematy i bardzo dobrze je opisuje. Porusza kwestie gwałtu, akceptacji, odrzucenia oraz więzi międzyludzkich. Emma, przez jeden wieczór, traci swoje życie. To, w którym czuła się dobrze i znała.
O sytuację obwinia siebie. Dzięki takiemu zabiegowi, możemy zobaczyć jak działa schemat traumy oraz wpływ otoczenia. Zdaję sobie sprawę, że przez nierozważne działania, główna bohaterka, znalazła się w chaosie. Jednak wina, tak naprawdę nie leży po jej stronie. Nie powinna obwiniać się za działania innych osób. Rys psychologiczny Emmy jest wyraźny oraz pozwala zrozumieć targające nią emocje. Trudna sprawa, pozwala czytelnikowi „wejść” w uczucia bohaterki.

Nie jest to książka powodująca depresje. Nazwałabym ją raczej traumatyczną. Do bólu szczera opowieść. W wielu momentach wręcz brutalna i jeżąca włos na głowie. Autorka przedstawiła schemat zastraszania we wszystkich możliwych etapach. Jak zmienia się postrzeganie sytuacji, poprzez wpływ otoczenia. Kiedy nawet osoby najbliższe, nie wierzą w wersję wydarzeń. Pierwsze co się rzuca w oczy podczas czytania, to marazm dzisiejszego społeczeństwa. Ciągłe dążenie do perfekcji, przez co przyjmowane są maski. Ciągła gra, aby zadowolić obserwatorów. Najgorzej kiedy własna rodzina zmusza do ukrywania prawdy o sobie.  




Odwracam się w stronę taty, żeby go przeprosić, pocieszyć albo już sama nie wiem po co. Ale on na mnie nie patrzy. Po prostu stoi tam, przygarbiony, ze wzrokiem wbitym w czubki własnych butów. 


Nie mogłam się nadziwić, że gwałt może być powszechnie akceptowalny. Słyszałam o wielu takich sytuacjach, ale ciągle wprowadza mnie to w konsternacje. Nie ma znaczenia, czy osoba wykorzystana seksualnie, jest pijana czy nie. Przepraszam,
w sumie ma, jeśli jest nieprzytomna i niezdolna do podejmowania żadnych decyzji. Nie można wykorzystywać drugiego człowieka pod żadnym pozorem. Tak się po prostu nie robi. Na przykładzie „Sama się prosiła” widać wpływ popularności na odpuszczenie win. Gwiazdom piłki nożna, koszykówki...itp więcej jest odpuszczane, ponieważ ważny jest image. Treść ukazuje, że społeczeństwu lepiej jest odwracać oczy. Coś, co jest niewygodne, najlepiej zakopać albo stwierdzić, że jest fałszem. Prawda boli najmocniej, i gdy nie jest ubrana w ładne ciuszki, odstrasza.

Okładka jest odzwierciedleniem wnętrza. Widać na niej brutalną prawdę. Piękne oblicze i ból w oczach. Skrywanie urazu, który zjada od środka. Główna bohaterka zachowuje się tak samo. Stara się tworzyć pozory, że radzi sobie coraz lepiej. W środku jest jedną, wielką paniką. Dzięki temu, że czytelnik ma wgląd do jej myśli, zna całą transformacje i burzę która kryje się w środku.

Książka dzieje się na przestrzeni dłuższego okresu. Louis O'neill pokazała świat Emmy przed gwałtem i jeszcze długo po. Minął rok od wydarzeń, a główna bohaterka nie potrafi się odnaleźć. Dawne przyjaciółki próbują nawiązać kontakt, lecz na próżno. Pokazany jest tu ciekawy mechanizm. Jak przyjaźń potrafi być krucha. Jedno potknięcie potrafi zerwać najsilniejsze więzi. Przyjaciółki nawet nie wysłuchały co Emma ma do powiedzenia. Oceniły ją przez pryzmat zdjęci i niosącej się famy.

Zakończenie książki jest zaskakujące. Przynajmniej w moim odbiorze. Dużo osób może poczuć się oszukanych. Nie ma happy endu oraz latających jednorożców na tęczy. Autorka sama stwierdziła, że może się nie spodobać, ale takie właśnie miało być. Nauczyć i pokazać, że życie nie jest bajką, a karma nie zawsze wraca. Ucząc się na błędach Emmy, możemy nie dopuścić do smutnej sytuacji. Nauka na potknięciach innych ludzi – takie odbieram przesłanie całości.  






Autorka wpada do kanonu moich ulubionych. Potrzebuje czasem realizmu, który wyciągnie mnie
z cudownych zakończeń i słodkich czytadełek. Klimat trzeba zmieniać, a jej książki są do tego idealne. Styl pisania jest lekki i konkretny, przez co przekaz jasny, a powieść czyta się szybko. Autorka potrafi wykreować trudny temat tak, że książki nie ma ochoty się odkładać na półkę. Kiedyś uciekałam od mroku. Teraz wiem, że jeśli książka jest dobrze napisana, to nawet najgorszą prawdę da się przeczytać. Ciekawostką jest to, że nareszcie fabuła nie jest osadzona w U.S.A. Dzieje się w Irlandii.

Podsumowując, wiem, ze chce więcej, częściej i teraz. Uważam, że jest to książka dla każdego. Starsi czytelnicy poznają historie, która może wstrząsnąć ich światopoglądem. Jeśli mają dzieci, jest to swoista przestroga. Dla młodzieży – jasny przekaz. Bawić się z umiarem i nie wierzyć we wszystko co się widzi/słyszy. Trzeba mieć własny rozum oraz nim się kierować. Żadna impreza nie jest warta późniejszego wstydu. Ludzie potrafią bardzo szybko przykleić komuś krzywdzącą łatkę. Wiem, że chce więcej takich książek. Otwierają oczy i rzucają prawdę prosto w twarz. Człowiek wybudza się ze słodkiego snu, odkrywa prawdę. Nie wszystko jest takie kolorowe jakby się mogło wydawać.  


Moja ocena: 6/6

Za możliwość recenzji dziękuję Wydawnictwu Feeria Young :) :*.

A Wy lubicie takie dzieła? Dajcie znać sowixy :).





Czytaj dalej »

wtorek, 24 stycznia 2017

Sowie opowieści #33 Kasie West - P.S. I like you


Książki o miłości młodzieńczej nigdy się nie nudzą. Jest taka świeża, niewinna i przełamuje bariery. Często mylona ze zwykły zauroczeniem. Kasie West potrafi idealnie oddać klimat licealnych potyczek,waśni, miłości oraz przyjaźni. Jej książki są pełne ciepła. Porusza aspekty, z którymi nastolatki muszą borykać się codziennie. Zapraszam Cię na recenzje najnowszej książki „P.S. I like you”.


Przez chwilę nie mogłam jeszcze uwierzyć, że napisałam coś takiego do kompletnie nieznanej mi osoby. Zastanawiałam się nawet, czy nie zrezygnować z ponownego złożenia tej kartki i umieszczenia jej pod stolikiem



Fabuła

Lily jest zwariowaną nastolatką. Outsiderka, która nie podąża za tłumem. Wyznacza swoje własne kanony, a nieśmiałość ukrywa za sarkazmem. Podczas nudnej lekcji chemii zapisuje na ławce fragment piosenki ukochanego zespołu. Następnego dnia odkrywa, że ktoś dopisał dalszą część! Radość, niedowierzanie
i początek korespondencji, która może zmienić życie. Ławkowi towarzysze, z biegiem czasu, rozmawiają
o wszystkim oraz zaczynają się sobie zwierzać. Kto jest tajemniczą osobą? Czy Lily odkryje z kim pisze,
a może będzie się za bardzo bała?
Pełna ciepła i zwariowanych momentów książka, która nie pozwala się od siebie oderwać. Pozory mogą zwodzić, a prawda wyzwala.




Moim zdaniem

Oooo tak. Właśnie wykonałam mały taniec radości. Tak właśnie czuję się po przeczytaniu najnowszej powieści Kasie West. Tego mi było trzeba. Na wstępie napiszę, że jest to moja pierwsza książka autorki. Mam „Chłopaka z sąsiedztwa” na półce, a na „Chłopaka na zastępstwo” nadal poluję. Już wiem, że na pewno muszę zdobyć. Ok, wiedziałam wcześniej, ale teraz się utwierdziłam. Kasie West pisze w stylu, który wprost ubóstwiam. Lekko i przyjemnie. Młodzieżówka na najwyższym poziomie. Potrafi rozkręcić cudowny klimat, przez który nie ma się ochoty odłożyć książki nawet na chwilę. I mówię tu serio. Zawładnęła mną do tego stopnia, że siedziałam do 3:30, a wstaję do pracy ok. 5:45. Nie mogłam jej odłożyć. Najlepsze jest to, że dała mi następnego dnia mega powera. Cały czas analizowałam co się działo albo jak mogą potoczyć się dalsze losy Lily.

Autorka przypomniała mi stare dobre czasy, kiedy to z wypiekami na twarzy czytałam książki o nastoletniej miłości. Mimo, że stuknie mi w tym roku magiczna cyfra z trójką, to nadal lubię wracać to młodzieżowych tytułów. Wiem także, że przeczytam wszystko co Kasie West wyda. Nie będę potrafiła inaczej. Przyczyn jest parę.

Na pewno z powodu kreacji bohaterów. Każdy jest starannie przemyślany i nie ma tutaj mowy o żadnej pomyłce. Główna bohaterka, to osoba, z którą na pewno znalazłabym nić porozumienia. Ma swoje marzenia i cele. Nie napiszę, że się nie przejmuje, bo każdy to robi, ale wyznacza swoje własne ścieżki. Nie idzie tam, gdzie jej karzą. Najlepsza przyjaciółka Isabel, to podpora. Rozumie Lily i zawsze stara się jej pomóc. Czasem aż za bardzo.


Wpatrywałam się w Einsteina na suficie u Isabel, bo na nią wolałam nie patrzeć. Już lepiej, żeby osądzał mnie Einstein.


Na uwagę zasługuje wesoła gromada, którą jest rodziną głównej bohaterki. Starsza siostra, niby taka oddalona, ale widać, że kocha Lily. Młodsi bracia, to wulkan energii i... kłopotów. Rodzice są nietuzinkowi. Wiem, że artystyczne dusze tak mają. Główna bohaterka nazywa ich bałaganem, a ja wielką miłością.

Nie, nie powiem wam kto jest tajemniczą, korespondującą osobą. Wiem, że na to czekacie. Nie mogę, zepsułoby to całą zabawę. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale bardzo szybko odkryłam kto to jest. Ekscytacja, przy oczekiwaniu na następne listy, wcale nie zmalała. Mimo, że spodziewałam się rozwoju zdarzeń, to niecierpliwie czekałam co się stanie za chwilę. Mam dziwne wrażenie, że zabieg był celowy, a autorka chciała dać nam poczucie, jacy my to jesteśmy domyślni. Hmm... sprawa do przemyślenia, niemniej wiem, że żadne przewidywania nie zepsują czytania. Tak naprawdę, nic nie może zepsuć wrażeń podczas odkrywania przygód Lily. Ok, chyba że ktoś buchnie nam książkę. Wtedy trzeba zrobić śledztwo i dorwać gnidę.

Świat Lily jest jak jajko niespodzianka, nie wiesz co się za chwile wydarzy. Do tego ciepły, pełen barw i ludzkich emocji. Lily pokazuje, że można mieć dobrą minę, do złej gry. Nie zawsze, kiedy idziemy innym torem, nie znaczy, że się człowiek nie przejmuje. Mam dokładnie tak samo. Fasada jest nienaruszona, ale środek czasem skacze od emocji. Ludzie tylko czekają na odrobinę zawahania. Wtedy ruszają jak rekiny w poszukiwaniu świeżej krwi.

Jestem po prostu zachwycona. Co jest wyjątkowego? Magia Kasie West. Niczym dobra wróżka potrafi zaczarować czytelnika i powiedzieć mu: tak, chcesz tego. Cudowna oprawa utartych szlagierów. To jest najlepsze: pomysł nie jest wcale oryginalny. Zlepek paru utartych schematów, jednak podany jest na nowym talerzu, w trochę inny sposób. Okraszenie wszystkiego sarkastycznym humorem, nadaje całości realizmu i nie wybija z przekazywanej bajki. Przez całą książkę, czuje się wieź z bohaterkom. Jakby to wszystko dotyczyło nas. Wchodzisz do środka powieści oraz tam sobie żyjesz. Jakie to uczucie? Cudowne! Lubię zatracać się bez reszty podczas czytania. Świat doczesny ukrywa się za kotarą, a ja siedzę oraz oddycham magicznym pyłkiem. Może i brzmię jak rasowy ćpun, ale trudno. Mój narkotyk, moje literki. 




Po przeczytaniu wiem, że zawsze zaufam autorce. Nie będzie to czas stracony, a wręcz przeciwnie. Nawet jak książka mnie nie zachwyci, to i tak będzie dobra. To jest taka pewność, która ma się w środku. Migocząca lampka mówiąca: ona tego na pewno nie spie.... Całość nakreślonego świata skłania do refleksji. Nie takich nad sensem życia
i równaniami, ale postępowaniem. A już szczególnie na temat oceny innych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze: czy kiedyś kogoś oceniłeś/łaś pochopnie? Tylko nie kłamać. Wiem, że ciśnie się nie, ale prawda jest inna. Na pewno była w życiu osoba, która została przez was błędnie oceniona. Przyznaje, mi też się zdarzyło. Po czasie nawet nie wiem dlaczego tak się stało. Autorka pokazuje konsekwencje takiego zachowania. Jaki to ma wpływ i ile można stracić czasu przez własny osąd.


Polecam z całego serducha. Przyklepuje wszystkie łapki i mówię wam: młodzieżówka pierwsza klasa. Kiedyś rozczytywałam się w serii „Nie dla mamy, nie dla taty...”, a teraz rządzi Kasie West. Poproszę więcej, poproszę częściej i teraz. Już natychmiast. Jeśli interesują was lekkie lektury, które nie wymagają wielkiego kombinowania, jesteście w domu. Tu się wszystko samo toczy, a wy cieszycie się przejażdżką. Dajcie szansę „P.S. I like you” - żałuje się nieprzeczytanych książek. Nie możecie mieć tego na sumieniu. A na koniec mam takie głupie pytanie: Czy tylko mi się wydaje, że bohaterka, z tyłu książki, jest jakaś nieproporcjonalnie długa?




Moja ocena: 5/6


Polecam serdecznie. Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria Young :*


Czytaj dalej »

sobota, 14 stycznia 2017

Przedpremierowo Sowie opowieści #32 Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią



Zwaśnione rody i dzieci, które nie mają wpływu na swój los. Tak zagmatwane są życia w „Romeo i Julii”. Wątek ten, jest często wykorzystywany przez pisarzy. Nie inaczej było z Veronicą Roth, która w nowej powieści, postanowiła pójść w trochę innym kierunku niż dotychczas.

I wyszedł. Miał rację: wiedziałam, zawsze wiedziałam. Chciał by wszyscy wiedzieli, że cienie wędrujące pod moją skórą potrafią nie tylko zadawać ból. Że potrafią także zabijać. Od teraz miałam być nie tylko Biczem Ryzeka. Nadszedł czas awansu na Kata Ryzeka. 


Fabuła 

Walka i krew, pot oraz łzy. Tak można pokrótce odwzorować spotkania dwóch walczących ze sobą rodów. Kiedy Shotet spotyka się Thuvhe - trup ściele się gęsto. Nie ma innej opcji. Żyją na jednej planecie, w jednej galaktyce, ale od wielu lat prowadzą między sobą wojnę. Cyra jest córką władcy Shotet, a Akos – synem z Thuvhe. Wielkim zrządzeniem losu spotykają się. Początkowa niechęć przeradza się w wzajemne zrozumienie oraz pomoc. Kiełkujące uczucie, przebija przez ich pancerze, które wyhodowali przez lata. Tylko czy w tak brutalnym świecie, ich miłość ma rację bytu? Czy będą umieli zawalczyć o siebie nawzajem, czy zły los rozdzieli ich na zawsze?  


Moim zdaniem

Veronicę Roth zna już chyba każdy. Podbiła rynek swoją serią Niezgodna, która ukazała się w trzech tomach. Przyznaje się, bez bicia, że nie nie przeczytałam wszystkich. Trochę inaczej jest z ekranizacjami, ponieważ te mam na bieżąco. Nie to, że pałam jakąś wielką miłością, ale chętnie obejrzę. Są lepsze i gorsze momenty. Jak to z super seriami bywa, każdy fan czekał na informację o nowej książce swojej ulubionej autorki. Nie powiem, żebym nie spała po nocach w oczekiwaniu. Fajnie będzie zapoznać się, ale nie jest to must have. Nie ukrywam, seria Niezgodna wyszła
w takim momencie, że odebrałam ją jako literaturę wtórną, które trąca starym kotletem. Wiele scen nie zaskakiwało, mimo że całość jest przyjemna w odbiorze. Solennie kibicuje pół-rodacze i mam nadzieję, że osiągnie wszystko co najlepsze. Zresztą liczby nie kłamią. Jest fenomenem. Może to po prostu ja miałam przesyt, w tamtym okresie, konkretnego gatunku.

Cały czas byłam przekonana, że nowa książka Veronicy wyjdzie nakładem Ambera. A tu taka niespodzianka! Moje ukochane wydawnictwo pokusiło się o takie zaskoczenie. Ale od początku. Już od samego początku grudnia, słyszałam, że wydawnictwo Jaguar chce nas zaskoczyć styczniową nowością. Czekałam i czekałam. Czułam, że jeśli moje najlepsze wydawnictwo tak pisze, to będzie to super petarda. I stało się! Poznałam tytuł, zobaczyłam okładkę oraz... przepadłam. Szybko ustawiłam się po egzemplarz przedpremierowy. Nie było innej opcji! I tak to się stało, że dzisiaj przekazuje wam recenzję tego cudeńka. Bo jest to niezwykłe dzieło.


Pragnął jej. Pragnął przesunąć palcami po jej ostrych kościach policzkowych. Pragnął spróbować smaku zgrabnego znamienia na szyi, poczuć jej oddech na swoich ustach, owinąć jej włosy wokół palców, aż nie będzie mógł ich uwolnić.  

Mamy świat zwaśniony, mroczny, ciemny i rządzony przez chłopaczka, który boi się swojego losu. Ryzek, brat Cyry, udaje twardziela na zewnątrz, a w środku trzęsie się jak osika. Czy los się spełni, a on zginie śmiercią niechybną? Lud Shotet żyje w ciągłym strachu. Nie wiedzą co może stać się za chwilę. Cyra ma dar wyjątkowy, który chętnie by komuś oddała. Najmniejszy jej dotyk sprawia ból. Doprowadza do utraty zmysłów, a ofiara błaga o śmierć. Najpierw była narzędziem w rękach ojca, a teraz stała się marionetką brata. Akos, jako jeden z nielicznych pomaga jej w cierpieniach. Odcina działanie nieubłaganego nurtu. Jego dotyk jest ukojeniem. Buntownicza natury Cyry
i determinacja Akosa, powodują, że bohaterowie stają się sobie bliżsi. Walka z uczuciem jest zaledwie tchnieniem książki, lecz wprowadza niezdrową ciekawość. Strasznie im kibicuje.

Książka, jest dla mnie petardą wśród ostatnio czytanych. Taki orzeźwiający oddech, po długiej zimnie. Naprawdę nie spodziewałam się, że książka Pani Roth, wywoła u mnie niezdrową fascynację. Powód jest prosty: idealne wyważenie wątków. Nie ma czegoś za dużo albo za mało. Ok, moja dusza romantyczki, chciałaby więcej scen relacji Cyry i Akosa. Wiem jednak, że takie podejście do tematu jest zdrowe, ponieważ wzbudza fascynację oraz niedosyt. Nie przeładowuje książki zbędnym mydleniem oczu. Autorka idealnie pokazała rodzące się, zakazane uczucie. Sami bohaterowie z nim walczą i nie potrafią określić.
Z czasem zauważają zachodzące w nich zmiany.

Najbardziej żal mi głównej bohaterki. Przyjazna i otwarta, musiała zamknąć swoje uczucia przez nurt. Wszyscy się jej boją, a jest to bardzo silne uczucie. Nie podoba mi się, że jest narzędziem w rękach despoty. Nie liczy się z jej uczuciami. Cel jest najważniejszy, a nie to co jego siostra straci przez takie działania. Dlatego Cyra walczy na swój własny sposób. Uczy się języków, szkoli się w walce, próbuje osiągnąć jak najwięcej. Jest to swoisty objaw buntu oraz nadzieja na wolność. 

Akos i jego brat Eijeh zostali brutalnie wyrwani ze swojego świata. Ich naród, Thuve, jest pokojowo nastawiony. Wrzuceni do nowej rzeczywistości musieli zmienić patrzenie na świat. Akos nauczył się nienawidzić tego, co mu się nie podoba. Autorka bardzo dobrze pokazała wpływ nowego środowiska, na zmianę charakteru. Jak nowe otoczenie wpływa na zachowanie. Dzięki rodzącemu się uczuciu do Cyry, poznał jak to jest walczyć za coś więcej, niż tylko swoja rodzinę. Na początku chciał ją wykorzystać do ucieczki, z czasem jednak zobaczył, że nie każdy z Shotet jest taki zły. Zaufanie to ciężka sztuka. Czy Cyra i Akos zbudują nić porozumienia, aby wyrwać się spod władczych macek Ryzeka?
Uważam, że „Naznaczeni śmiercią” to dobra, lecz ciężka lektura. Od samego początku czułam się zagubiona. Dlaczego? Przez mnogość informacji. Dawno nie musiałam przyswajać tyle dziwnych nazw
i sformułowań. Czułam się jak dziecko we mgle. Gdy już myślałam, że opanowałam sztukę poruszania się po świecie Cyry i Akosa, za chwile wchodziłam na minę. Za dużo kombinowania. Zawsze wiedziałam, że autorka ma bogatą wyobraźnię, ale tutaj przedobrzyła. Nazwy są obco brzmiące i ciężkie do zapamiętania. Nawet metoda skojarzeń nic nie daje. Za dużo światów, za dużo kombinowania. I nie licz, drogi czytelniku, że im dalej w las, tym łatwiej. Trzeba po prostu pogodzić się, że książka ma taki urok. Jeśli przymkniesz oko na ten aspekt, gwarantuje, że dalsza droga będzie cudowna. Książka jest warta wysiłku, o jest!

Nie mogłam się oderwać. Międzygalaktyczne podróże nie są moimi ulubionymi, ale tym razem wsiąknęłam jak woda w gąbkę. Autorka idealnie bawi się uczuciami. Kiedy potrzeba to je łagodzi, by za chwilę podkręcić licznik na maksa. Nie myślałam, że tak się wczuję! Najbardziej reagowałam na wątki dotyczące Cyry i Akosa. Ryzek'a nienawidzę tak bardzo, że sama wydrapałabym mu oczy. Veronica Roth niejednokrotnie wywiodła mnie w pole. Gdy już myślałam, że znam dalsze losy książki, ona obracała fabułę o 180 stopni. To jest takie piękne. Kiedy treść zaskakuje czytelnika. Na początku byłam zbulwersowana, bo jak to tak! Za chwilę jednak stwierdzałam, że co to za zabawa, kiedy wiesz jak fabuła się potoczy. Ukłony dla twórcy, za pokazanie prawdziwego talentu pisarskiego. Przysięgam – dawno tak nie czekałam na nowy tom! Mam nadzieję, że Jaguarki zaraz nam go zaserwują.  

Chęć, by umyć ręce zmieniła się w niecierpiącą zwłoki konieczność. Podeszła do zlewu. Leżał na na nim kawałek mydła domowej roboty, zatopionymi w środku płatkami czystnika. 


Żeby nie było taki idealnie, muszę wspomnieć także
o minusach. Natłok informacji. Za dużo dziwnych nazw, za dużo światów. Innym minusem jest dłużyzna scen. Opis nurtu, czy odwiedzanych światów – usypia. Nie wnosi nic znaczącego do fabuły, a potrafi nudzić gorzej niż Tolkien. Innym ujemnym aspektem są uczucia. Ja wiem, że rodzinna planeta Cyry, to dranie i zimnokrwiste bydlaki, ale bez przesady. Bliska osoba umiera, a tutaj nie ma opisu żałoby. Nawet najgorszy bydlak potrafi pokazać uczucia. Takie sceny są nierealne i wywołują lawinę myśli. Dlaczego autorka tworzy aż tak duży kontrast. Niepotrzebnie w moim odczuciu.

W całej książce, najbardziej polubiłam Cyrę. Przeszła piekło w swoim życiu. Kiedy miała 10 lat, zabiła człowieka na rozkaz ojca. Jej nurt uaktywnił się przez samolubne pobudki brata. Kiedy ma się taką rodzinę, nie potrzebni są wrogowie. Mimo, że przeszła wiele, wcale nie oczekuje współczucia. Wręcz przeciwnie, przez lata wyrobiła sobie twardą skórę oraz odseparowała od uczuć. Spotkanie z Akosem zmieniło wszystko. Możemy zobaczyć, jak dziewczyna, która straciła już nadzieję, odżywa na nowo. Ma nowy cel i uczucia. Tak strasznie jej kibicuje. Nauczyła się żyć z tak strasznym darem. Akos jest jej ukojeniem, jednak ona nie lubi go wykorzystywać. Swoim charakterem i podejściem, sprawiła że stał się jej przyjacielem. Nie oceniał jej, a wręcz przeciwnie – starał bronić. Z czasem odkrywają, że łączy ich wspólny cel.

Uwaga! Pojawiają się także bohaterowie drugoplanowi. Wow, wiem. Dawno nie spotkałam się, żeby było im poświęconej tyle uwagi. Poznajesz ich życie, zwyczaje, imiona, cechy i co chcą osiągnąć. Nie są potraktowani po macoszemu. Możesz się także z nimi utożsamiać. Swoista nowość, wśród książek skupiających się tylko na głównych bohaterach.

Zapomniałabym o jednym z trzech najważniejszych aspektów, który wręcz zmusza do sięgnięcia po książkę. Masz więc znaną autorkę, super wydawnictwo i.... okładkę! Jest piękna i na pewno nie da się jej nie zauważyć. Nie wiem czy ktokolwiek będzie potrafił się oprzeć.

Podsumowując: brać szybko i czytać! Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć na swoim koncie „Naznaczonych śmiercią”. Veronica Roth rozwija się pisarsko i zostawi cię z maksymalnym niedosytem. Jej warsztat zmienił się diametralnie. Oczywiście na korzyść. Niby w kwestiach międzygalaktycznych powiedziano już wszystko. Jednak nie! Autorka pokazała nową twarz, swoją i gatunku w którym pisze. Mam wielkiego kaca książkowego. Takiego, które dawno nie miałam. Polecam wszystkim. Przygody Cyry i Akosa są warte każdego czasu z nimi spędzonego.



Moja ocena: 5,5/6 ( za te przydługie sceny 0,5 punktu w dół)


Lubicie Veronice Roth i jej wyobraźnie? Koniecznie musicie sięgnąć po "Naznaczonych śmiercią". Za przedpremierowy egzemplarz dziękuję kochanemu Wydawnictwu Jaguar i niezastąpionej Agnieszce :)


Czytaj dalej »